Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże małe i duże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże małe i duże. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 kwietnia 2015

Lody w Dubrowniku

Dubrownik warto zobaczyć.....
Stare Miasto jest naprawdę niezwykłe.......
...gdyby tylko choć na moment opustoszało.....wtedy można by się nacieszyć pięknymi widokami. Bądźcie przygotowani na dzikie tłumy kłębiące się już przy fontannie Onufrego, zaraz przy samej bramie wejściowej.
...........i te ceny zwalające z nóg.................szkoda gadać....
lody pyszne...polecam...tyle kolorów...tyle smaków......obłęd..... i smakują tysiąc razy lepiej niż te z krakowskiego Kazimierza....A lody z Kazimierza cieszą się dużą popularnością. Jak tylko robi się ciepło, przed krakowską lodziarnią stoi kilometrowa kolejka jak za komuny  w oczekiwaniu na porcję lodów....może i są dobre, ale jak spróbujecie lodów w Chorwacji lub we Włoszech, to padniecie na kolana z zachwytu. 




wtorek, 17 marca 2015

Jazda próbna w Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie

Czy wiecie, że możliwa jest jazda pojazdem o kwadratowych kołach? Jeden warunek jest taki -  powierzchnia, po której taki środek transportu ma pojechać, musi być dostosowana do kształtu "kół". Po płaskiej powierzchni pojedzie tradycyjne koło, po wyboistej - koło kwadratowe.......dlaczego więc na naszych drogach nie widzimy na co dzień pojazdów poruszających się na kwadratowych kołach? wyboista droga musi być regularna w swej "wyboistości"



"Podniósł maskę i coś tam majstrował przy dyszach i wszystkim innym, czym można było jakoś poruszyć. Na silnikach nie znał się zupełnie, ale gdy samochód nie chce zapalić, wszyscy mężczyźni podnoszą maskę i kręcą bezradnie, czym tylko się da - to jest zakodowane w genach". J. Carroll Całując ul
A jak nie ma maski, to nic nie szkodzi, wystarczy jakieś pokrętło, do którego same rwą się ręce.....
 


 A na taki autobus to z przyjemnością się czekało.....a kto miał szczęście, to wsiadł do niego...liczba miejsc bardzo ograniczona.... zachwyt Kuby wzbudzały niebieskie tramwaje.....mógłby je zagłaskać na śmierć gdyby to było możliwe


A poniżej polskie auto Mikrus produkowane w Mielcu w roku 1959 oraz skuter Osa:) Dziadek Kuby widywał takie Mikruski na drogach ( wyprodukowano ich niewiele powyżej 1700 sztuk), i jeździł jako nastolatek taką Osą. 



 

piątek, 27 lutego 2015

Wsi spokojna wsi wesoła

Na wsi u dziadka i babci Kubuś ma dużo "żywych atrakcji"; jest pies Bruno, kogut, kury, indyki, bywają kaczki. Czasem wpadną z wizytą  gołębie hodowlane sąsiadów. Jak się ma szczęście to można wypatrzeć bażanty i sarny:) A jak się ma pecha, to można wpaść w ogromną dziurę wykonaną przez złośliwe bobry, a podczas zbierania grzybów lub jagód można natknąć się na żmiję, albo dzika.......W dzieciństwie miałam prawie bliskie spotkanie z dzikiem, kiedy z siostrą szukałyśmy grzybów.....Prawie, bo  to nasz wuj zrobił nam psikusa i udawał dzika......ale uciekałyśmy, aż się za nami kurzyło.........to były chwile grozy!!!!!
Coraz trudniej spotkać na wsi krowę, albo konia......przynajmniej w okolicach, z których pochodzę....Coraz częściej można natknąć się na leśne zwierzęta nie tylko na wsi, ale również w mieście,,,jak to było z zagubionym łosiem w Krakowie.
Może wkrótce w zoo będziemy mogli spotkać zwierzęta domowe, takie jak krowa, świnia ( w mini zoo już można spotkać króliki,kury i kozy) itp......i będziemy mogli posłuchać komentarzy w stylu DZIECI TO JEST KROWA!, a dzieci będą zdziwione, dlaczego ona nie jest fioletowa!
Mój miastowy kuzyn, będąc na wsi na wakacjach  robił dochodzenie w sprawie strzałek na piasku...okazało się, że to były ślady kur...żadne UFOludki. Poza tym nie odróżniał natki pietruszki od naci marchewki i nie wiedział, że cielaki to potomstwo krowy....zwykłe sprawy robią się coraz bardzie egzotyczne wśród tych, wychowanych na blokowiskach w wirtualnym świecie gier.

Mam nadzieję, że Kuba  nauczy się trochę AGROkultury i wiejskiej ogłady:)




poniedziałek, 23 lutego 2015

Moja Czarnogóra. Część 3.

Czarnogóra zdobywa serca  pięknymi krajobrazami. Widoki są tu niezapomniane, aż trudno wyrazić ich wyjątkowość. Zapiera dech...Bajka...Sen na jawie.....


My staramy się spędzać wakacje z dala od dzikich tłumów, by móc kontemplować piękno natury i cieszyć się sobą:) Cenimy sobie takie miejsca, gdzie nie musimy walczyć na plaży o dwa metry ziemi...a czego, jak czego nie lubię to piasku, który ląduje na mojej twarzy spod stóp przechodzących plażowiczów. 


Naszym pierwszym przystankiem na czarnogórskiej ziemi była mała wioska Buljarica, położona niedaleko Budvy...wystarczająco blisko, by wyskoczyć po południu na zwiedzanie starego miasta i wystarczająco daleko od zgiełku miasta, natarczywych dźwięków dyskotek.  Na miejscu było to, czego potrzebowaliśmy...słońce, dwukilometrowa plaża zamknięta w objęciach zielonych wzgórz , straganiki ze świeżymi owocami i warzywami, kilka knajpek. 


Jezioro Szkoderskie, naturalny rezerwat ptactwa także zdobył nasze serca. Podróż  rozpoczęliśmy w malowniczej wiosce rybackiej Vranjina, skąd wypłynęliśmy na wody jeziora........



Takie skupiska  lilii wodnej od razu przypominają mi  kadry filmu Noce i dnie....to  pierwsze wrażenie. kolejne było mniej miłe.... wyobraziłam sobie, że za chwilę ta bujna wodna roślinność nas zatrzyma i uwięzi na zawsze i porośniemy pędami lilii stanowiąc nową, naturalną atrakcję tego akwenu. Na szczęście tak się nie stało. Choć ptaszyska krążące nad nami o tym marzyły. Nastrój grozy iście z Króla olch...brrrrr



Kolejnym  naszym celem było zakole rzeki Crnojevica niedaleko wioski Rijeka Crnojevica. Aby tam dojechać, musieliśmy pokonać karkołomną drogę, niekończącą się serpentynę (nie przesadzam wcale). Droga była wąska, a widoczność znikoma. Trzeba było trzymać rękę na klaksonie i w ten sposób sygnalizować kierowcom z naprzeciwka UWAGA, JADĘ!!!!!!!!aaa!! Ale warto było. Widok był wspaniały!  




Sama wioska była dla nas zaskoczeniem. Po jednej stronie drogi przy rzece był rząd knajpeczek, gdzie można było usiąść, coś zjeść i  podziwiać widoki; piękny, stary kamienny most w tle, łódeczki...a po drugiej stronie drogi stały smutne, brzydkie domy, często  bez szyb..bez żywego ducha....opustoszałe sklepy, straszące turystów.....nad jedną z witryn widniał szyld cyrylicą pisany CYBEHIP,  ale zamiast pamiątek, widokówek, magnesów na lodówkę, były tylko jakieś kamienie, połamane krzesła, śmieci..przykry widok.....zastanawialiśmy się co to za dziwne miejsce.....okazało się, że  kiedyś przebiegał tędy ważny trakt handlowy i wioska tętniła życiem....potem zbudowano nową drogę, co zabiło wioskę....pozostały tylko knajpki dla turystów.

 A na koniec wisienka na torcie:) oryginalne konstrukcje rybackie niedaleko Ulcinj.

Ps.1 Poza zwiedzaniem cudownych zakątków Czarnogóry, wypoczywaniem na plaży koniecznie należy zjeść grilowane kalmary z grilowaną cukinią i bakłażanem, czyli lignje na żaru. MNIAM!!!!
Ps.2 Czarnogóra zdobywa serca pięknymi widokami, a łamie je wszędobylskimi śmieciami, które są wyrzucane gdzie popadnie! Ludzie, tak nie można!!!!!!!

piątek, 20 lutego 2015

Czarnogóra po raz drugi

Dziś zabieram  Was w podróż do czarnogórskiej Budvy. Stare miasto jest magiczne  i godne polecenia. Sami zobaczcie i się przekonajcie. Wąskie uliczki, domy z kamienia, urocze, małe sklepiki ................i niezapomniane widoki z murów cytadeli. 
Jak to Byron podsumował krótko: "Gdy rodziła się nasza planeta, najpiękniejsze spotkanie morza z lądem przypadło czarnogórskiemu wybrzeżu". co racja, to racja!









 Czarnogórskie sklepy jubilerskie pokochałam....wspaniale zaprojektowane, w minimalistycznych, jasnych wnętrzach biżuteria  fantastycznie wyeksponowana...bajka......


 A w drodze powrotnej z Budvy do Buljaricy obowiązkowy przystanek Wyspa św. Stefana

Ps. Czarnogóra jest naprawdę wyjątkowa, ale ludzie tam mieszkający muszą się jeszcze wiele nauczyć i docenić piękno swej ziemi. Niestety dużo śmieci dookoła, wszędzie wyrastają wielkie, szpetne molochy hotelarskie, a ceny porównywalne do tych w Chorwacji, a standard dużo niższy.

poniedziałek, 16 lutego 2015

Zimowe słońce tęskni za latem. Czarnogóra część I

Cóż za wspaniałą pogodę podarował nam luty w ubiegłym tygodniu! Słońce stopiło resztki zimowego krajobrazu. ...A my uziemieni jeszcze do środy z powodu ospy Kubusia. Pozostaje nam przeglądanie albumów i wspominanie wakacji.
W tamtym roku byliśmy w Czarnogórze. Najbardziej zachwycił nas  Perast nad Zatoką Kotorską......nie potrzebowaliśmy żadnych atrakcji, wystarczył widok z okna. A za oknem na wodzie dwie urokliwe wysepki z malowniczymi kaplicami, otoczone dominującym masywem  górskim Kason,  rozdartym w oddali na pół przez cieśninę Verige, która  zaprasza żeglujących do odpoczynku w Perast.
Z wysepkami wiążą się różne tajemnicze opowieści......
Pierwsza wyspa  św. Jerzego, otoczona cyprysami, nazywana jest Wyspą Umarłych....brrrr....ciarki przechodzą po plecach ..chowano tam najbogatszych mieszkańców Perast...taki cmentarz na wyspie dla elity.. Wyspa ta mogła być  inspiracją dla Arnolda Bocklina, który namalował obraz pod tytułem Wyspa Umarłych....albo odwrotnie od tytułu obrazu nadano imię wyspie.. Wyspa tak zawładnęła umysłem malarza, że  stworzył on pięć wersji obrazu. Pierwszy powstał na zamówienie pewnej wdowy, kolejne znalazły się w posiadaniu Freuda, Lenina, Clemenceau i Hitlera....miłośników mistycznej, mrocznej, funeralnej atmosfery...brrrr
Poniżej pierwsza wersja obrazu:

Druga wyspa Gospa od Škrpjela powstała na bazie niewielkiej skały, powiększona sztucznie przez miejscową ludność. Według legendy na tej skale żeglarze znaleźli obraz Matki Boskiej i przyrzekli zbudowanie w tym miejscu kaplicy  w podziękowaniu za uratowane życie. Wyspa  jest ciągle powiększana i wzmacniana. 22 lipca przypada święto fašinada i z tej okazji ludzie płyną na wyspę   łodziami wypełnionymi kamieniami i wyrzucają je dookoła wyspy. Kamienie symbolizują grzechy, które wyrzucają z siebie uczestnicy  procesji.
.....
Dziś mieszka tu około 350 osób,  czas płynie leniwie, dzieje się niewiele..starsi siedzą w cieniu w towarzystwie kotów, młodsi siedzą w łodziach i czekają na turystów chcących się udać na wyspę Gospa od Škrpjela lub przygotowują posiłki dla zgłodniałych w knajpkach przy brzegu... i tylko barokowe pałace, kościoły i wieże zbudowane za panowania Wenecjan  przypominają o dawnej potędze tego cichego miasteczka. Kto by przypuszczał, że tutaj istniała ciesząca się wielkim poważaniem szkoła morska, do której  przybywali na nauki wysłannicy cara Rosji, Piotra Wielkiego......

1. Zatoka Kotorska
 2. Urokliwa jednostka strażacka w Perast
 3. Wieża kościoła św. Mikołaja,  pałac rodu Smekija
 4. Zatoka
 5.W tle pałac braci Bujović - obecnie Muzeum Morskie
6. Wyspa Matki Boskiej na Skale  Gospa od Škrpjela
 7. Wyspa św. Jerzego, zw. Wyspą Umarłych 

sobota, 8 listopada 2014

Pożegnanie złotej jesieni

Nigdzie dobroć nie mówi do nas piękniej i dobitniej,
niż w cichym świetle małych rzeczy.
(...) I tylko w ciszy
można dobrze zrozumieć ciche głosy.

Hans Margolius

wtorek, 23 lipca 2013

Jedno z najpiękniejszych miejsc w Chorwacji

Jedno z najpiękniejszych miejsc w Chorwacji to małe miasteczko Omis. Natknęliśmy się na nie w drodze na wyspę Hvar i wracając z niej stwierdziliśmy, że musimy tu zostać na kilka dni. I tak zrobiliśmy. Dziwi nas fakt, iż w przewodnikach( które my mieliśmy ze sobą)  Omis został zepchnięty na margines lub całkowicie pominięty. A te informacje, które się pojawiły nie zachęcały w ogóle do zobaczenia tego miejsca. Może przez dość niechlubną historię miasta.
 Dzięki swemu przyrodniczemu ukształtowaniu Omis stanowił świetną bazę wypadową  dla piratów. Piraci atakowali inne statki na Morzu Śródziemnym, po czym rzeką Cetiną uciekali do wąwozu i ukrywali się za górami. Bardzo trudno było wykorzenić z mieszkańców Omiś ich ciągoty do piractwa:) A teraz nikt tu nikogo nie okrada, Chorwaci często nie zamykają swoich samochodów i domów.